Znaczenie szkoleń

5/5 - (4 głosów)

Znaczenie szkolenia wynika z wielu przyczyn[1]:

  • szkolenie zapewnia zachowanie w firmie istotnych umiejętności nawet wtedy, gdy odchodzi ważny pracownik, który takie umiejętności miał,
  • szkolenie zapewnia utrzymanie odpowiedniego standardu wykonywanej pracy albo wręcz jego podnoszenia, a to sprzyja uzyskaniu maksymalnej rentowności,
  • szkolenie pozwala poprawić umiejętności kierownicze kadry zakładu, co przyczynia się do poprawy motywacji i wydajności pracowników,
  • szkolenie pomaga również rozwijać zasób umiejętności reprezentowanych w zakładzie jako całości, co pozwala na zwiększenie elastyczności kadry firmy i ułatwia zastępstwa przypadku nieobecności, wreszcie – sprzyja szybszej adaptacji nowych technik.

Oprócz poszerzania i wzbogacania umiejętności, inwestowanie w doskonalenie zasobów ludzkich może przynieść następujące korzyści[2]:

  • sygnalizuje pracownikom, że firma traktuje ich jak najbardziej poważnie;
  • motywuje pracowników – poprzez odpowiednie dodatkowe wynagrodzenie – do pogłębiania wiedzy i wykorzystywania nowych umiejętności;
  • wzmaga zaangażowanie i oddanie pracowników, gdyż w trakcie szkoleń jasno przedstawia im się wartości, do których dąży organizacja, dbając jednocześnie o to, by naprawdę rozumieli i wcielali te ideały w życie; wzmaga identyfikację z zakładem, gdyż ludzie lepiej rozumieją cele i zasady jego działania;
  • poprawia komunikację z personelem, zwłaszcza, gdy organizuje się wspólne warsztaty kierownictwa i personelu, podczas których opracowywane są metody rozwiązywania konkretnych problemów;
  • przyczynia się do pełniejszej realizacji ludzkich potrzeb i pragnień – wybrać pracownika do uczestnictwa w kursie to zauważyć jego dobrą pracę i starania;
  • wzbogaca pracę – szkolenia, sesje edukacyjne i wszystkie inne formy doskonalenia zawodowego dają ludziom możliwość podejmowania się coraz bardziej zobowiązujących wyzwań, co jest korzystne nie tylko dla nich, ale też dla zakładu (np. wprowadzenie kół jakości to także okazja do rozwoju takich cech pracowników, jak analizowanie, rozwiązywanie problemów i umiejętności prezentacji);
  • pomaga zrozumieć, dlaczego zmiany są konieczne i jakie przynoszą korzyści, ułatwia ludziom poradzenie sobie z nową sytuacją i z problemami, które przynosi;
  • szkolenie ułatwia szybkie poradzenie sobie z wymaganiami związanymi z daną pracą. Poszerzenie wiedzy i doskonalenie umiejętności pozwala pracownikowi poprawić ilość i jakość wyników oraz zmniejszyć liczbę błędów;
  • w przypadku, gdy szkolenie prowadzi do większej sprawności w wykonywaniu zadań przez podwładnych, kierownik jest zwolniony z działań związanych z korektą ich pracy;
  • szkolenie jest ważne w kategoriach stosunków danej organizacji ze społeczeństwem.
  • ma ono swój udział w przekazywaniu właściwego wyobrażenia o pożądanych w firmie cechach i kwalifikacjach ewentualnym przyszłym pracownikom;
  • pozytywne wyniki w kategoriach zdrowia i bezpieczeństwa w pracy może dać program, którego integralną częścią jest szkolenie obejmujące te zagadnienia;
  • szkolenie może mieć korzystny wpływ na zmniejszenie poziomu fluktuacji kadr, stosując przeszkolenie personelu można obniżyć koszty związane z rekrutacją i ze zwolnieniem ludzi;
  • wartość szkolenia jest widoczna w kontekście komunikacji. Pracownikom przekazywane są wartości kluczowe, związane np. z jakością produktu i obsługą klienta, w nadziei, że zostaną one zaakceptowane i wzbudzą zaangażowanie w pracownikach.

[1] K. Lanz, op.cit., s. 47

[2] Ibidem, s. 51

 

Metody SVA, MVA

5/5 - (4 głosów)

Jeszcze inną koncepcję wyceny przedsiębiorstw można znaleźć w pracy A. Rappaporta. Zdaniem autora najważniejszą wartością spółki jest jej wartość dla akcjonariuszy.

Na tej podstawie powstała koncepcja SVA (Shareholder Value Added) tj. wartości dodanej dla akcjonariuszy. SVA dotyczy zmiany wartości w prognozowanym okresie – tworzenie wartości jest wynikiem realizowania przez przedsiębiorstwo inwestycji, z których stopy zwrotu przewyższają koszt kapitału wymagany przez rynek kapitałowy.

Rys. 1. Wartość firmy dla akcjonariuszy

prace2

Źródło: Rappaport A. „Wartość dla akcjonariuszy”, WIG – Press, Warszawa 1999.

Rys. 2. Wartość dodana dla akcjonariusz

prace

Źródło: Rappaport A. „Wartość dla akcjonariuszy”, WIG – Press, Warszawa 1999.

MVA

MVA (ang. Market Value Addend, czyli rynkową wartością dodaną) jest różnicą pomiędzy całkowitą wartością rynkową (zarówno kapitału akcyjnego i obcego) oraz całkowitą wielkością kapitału.

MVA = (wartość rynkowa) – (całkowity kapitał),

Rynkowa wartość dodana jest ostatecznym wskaźnikiem tworzenia bogactwa. Stanowi różnicę pomiędzy wpływem i wypływem pomiędzy kapitałem, który inwestorzy inwestują w przedsiębiorstwo i tym, co mogą uzyskać, sprzedając jego walory po dzisiejszej cenie rynkowej. Jest skumulowaną kwotą, jaką inwestorzy inwestują w przedsiębiorstwo i tym, co mogą uzyskać, sprzedając jego walory po dzisiejszej cenie rynkowej. Jest skumulowaną wartością, o jaką firma powiększyła lub zmniejszyła bogactwo akcjonariuszy i powinno być to nadrzędnym dążeniem finansowym każdego przedsiębiorstwa[1].

SVA i MVA to dwie metody oceny wydajności finansowej przedsiębiorstwa, które są używane w analizie wartości.

SVA (Stworzona Wartość Dodana) to miara, która określa wartość dodaną przez przedsiębiorstwo w danym okresie. SVA jest różnicą między zyskiem przed opodatkowaniem, a kosztami kapitału własnego i obcego. W prostych słowach, SVA mierzy, ile wartości dodanej firma stworzyła w porównaniu do kosztów poniesionych przez udziałowców i wierzycieli.

Zaletą SVA jest to, że pomaga ona w identyfikacji tych działań przedsiębiorstwa, które przynoszą wartość dodaną, a tym samym przyczyniają się do zwiększenia wartości firmy. Ponadto, SVA pozwala na porównanie wydajności finansowej przedsiębiorstwa z innymi firmami w branży.

MVA (Market Value Added) to metoda, która mierzy wartość rynkową przedsiębiorstwa w stosunku do kosztów kapitału własnego i obcego. MVA wyznacza różnicę między wartością rynkową przedsiębiorstwa, a sumą kosztów kapitału własnego i obcego. W ten sposób, MVA pokazuje, czy przedsiębiorstwo jest w stanie osiągnąć wartość dodaną dla swoich udziałowców, które przewyższa ich koszty kapitału.

Zaletą MVA jest to, że pozwala ona na porównanie wartości rynkowej przedsiębiorstwa z jego kosztem kapitału i stanowi miarę tego, czy firma osiąga wartość dodaną dla swoich udziałowców. Ponadto, MVA może być stosowana do porównywania wydajności różnych przedsiębiorstw w danej branży.

Podsumowując, SVA i MVA to dwie metody oceny wydajności finansowej przedsiębiorstwa, które pozwalają na pomiar wartości dodanej w firmie. SVA mierzy wartość dodaną w stosunku do kosztów kapitału, podczas gdy MVA mierzy wartość rynkową w stosunku do kosztów kapitału. Obie metody są używane w analizie wartości i pozwalają na porównanie wydajności finansowej przedsiębiorstwa z innymi firmami w danej branży.


[1] Ehrbar A. „EVA – strategia tworzenia wartości przedsiębiorstwa”,  WIG – Press, Warszawa 2000, str. 38,

Wycena akcji

5/5 - (2 głosów)

Wycena akcji, podobnie jak wycena innych instrumentów finansowych, polega na ustaleniu jej wartości w celu zidentyfikowania akcji niedowartościowanych, (które można kupić) lub akcji przewartościowanych, (które można sprzedać).

W przypadku pozytywnych wniosków płynących z poprzednich etapów analizy fundamentalnej i decyzji kupna akcji spółki, pojawia się naturalne pytanie o odpowiednią cenę akcji, tzn. cenę, która odpowiadałaby wartości. To zagadnienie rozwiązuje się na etapie wyceny.

Uważa się, że istnieje wartość wewnętrzna akcji (WWA). Przyjmuje się też, że rynek nie jest doskonały, stąd też różnica ceny akcji od „prawdziwej” wartości (fair Value), którą jest wartość wewnętrzna.

Jeżeli:

  • wartość wewnętrzna akcji jest wyższa niż jej cena – akcja jest niedowartościowana – należy kupić tę akcję,
  • wartość wewnętrzna akcji jest niższa niż jej cena – akcja jest przewartościowana – należy sprzedać tę akcję.

Rys. 1.   Wzajemna relacja między ceną akcji a jej wartością wewnętrzną (WWA)

prace

Źródło: „Wyznaczanie punktów zwrotnych indeksu Wig przy pomocy wybranych metod analizy czasowej” Borowski K.

Istnieje wiele sposobów wyceny akcji. Ogólnie mówiąc wycena akcji sprowadza się do ustalenia wartości wycenianej firmy tj. wartości wewnętrznej akcji.

Wartość pojedynczej akcji otrzymujemy poprzez podzielenie wartości firmy przez liczbę wyemitowanych przez spółkę akcji. W przypadku kolejnych emisji jako liczbę akcji spółki w danym okresie przyjmuje się: średnią arytmetyczną lub średnią ważoną (okresem do emisji i po emisji) z liczby akcji na początku okresu sprawozdawczego i na koniec.

Proces kalkulacji wartości firmy odbywa się w oparciu o szablonowe formuły matematyczne.

W celu dokonania prawidłowej wyceny przedsiębiorstwa należy uwzględnić szacunki dwóch wartości: majątku przedsiębiorstwa oraz stopnia zorganizowania środków i czynników produkcji z punktu widzenia zdolności do przynoszenia zysków. Ta druga wartość nazywana jest w literaturze wartością firmy (wartością reputacji – goodwill).

Z uwagi na obszerność tematyki metod wyceny przedsiębiorstw poniżej przedstawiony zostanie jedynie zarys najważniejszych metod.

Metody wyceny przedsiębiorstwa można podzielić na cztery grupy:

Metody dochodowe – opierają się na prognozowaniu i aktualizowaniu możliwych do wygenerowania przez dane przedsiębiorstwo szeroko rozumianych dochodów.

Metody bazujące na kosztach i majątku przedsiębiorstwa – koncentrują się na oszacowaniu wartości poszczególnych składników majątku firmy.

Metody porównań rynkowych – dokonywane są przez inwestorów na rynku kapitałowym i opierają się na rynkowej (najczęściej giełdowej) wartości kapitałów własnych i długu.

Metody mieszane – uwzględniające cechy i elementy podejścia dochodowego i majątkowego.

Dystrybutorzy farmaceutyków w Europie

5/5 - (1 głosów)

W Europejskim rynku hurtowej sprzedaży leków dominują wielkie sieci: Alliance/ UniChem, Phoenix/ Tamro oraz Gehe. Łącznie kontrolują one ponad 50 proc. rynku. We Francji, która jest drugim pod względem wielkości rynkiem w Europie na „wielką trójkę” przypada aż 98 proc. hurtowej sprzedaży leków. W Wielkiej Brytanii, Austrii czy Szwajcarii jest to ponad 75 proc., a w Niemczech (największy europejski rynek) i Holandii – ponad 60 proc.

„Wielka trójka” w Polsce

Choć europejscy giganci zainteresowali się już rynkiem środkowoeuropejskim (np. Alliance/ UniChem przejął dwie sieci aptek w Czechach), to w Polsce wciąż nie zdołali osiągnąć wiodącej pozycji. W Polsce ten udział w rynku wynosi ok. 35 proc.

Jednak zagraniczni potentaci raczej nie zrezygnują z podboju polskiego rynku. Choć krajowa sprzedaż wynosząca ponad 2 mld dolarów (3 proc. rynku europejskiego) według prognoz cały czas będzie rosłą. Wydatki na leki – 60 euro na mieszkańca rocznie (w 1998 r. było to 44 euro), są bowiem u nas duże niższe niż w UE (w Niemczech sięgają 230 euro, a we Francji 300 euro) i niższe nawet niż na Węgrzech czy w Czechach (79 euro). Ale wydatki powinny się zwiększać w tempie 10 – 12 proc. rocznie i dystans ten powinien się szybko zmniejszać.

Zdaniem analityków zagraniczni potentaci wciąż czekają na dokończenie konsolidacji polskiego rynku. Na razie działa na nim aż 800 hurtowni, z których część zostanie przejęta przez krajowych potentatów, a część upadnie. Zdaniem specjalistów w podboju naszego rynku może pomóc rozwój Internetu. – Dostęp do sieci przyspieszy globalizację hurtowej sprzedaży leków. Apteka, która nie zdoła kupić towaru w krajowej hurtowni, będzie mogła zamówić go bez problemu za granicą. Zarówno Phoenix, jak i Gehe otworzyły już portale, które mają ułatwić im kontakt z aptekami. Phoenix nie zamierza już wręcz inwestować w przejmowanie kolejnych sieci aptek, uważając, że stacjonarne sieci sprzedaży wkrótce stracą na znaczeniu.

Rewolucja nie nastąpi natychmiast – jeszcze przez jakiś czas Internet będzie pełnił głównie funkcję informacyjną, ale polskie hurtownie powinny bacznie obserwować trendy europejskie.

Na Starym Kontynencie zastosowanie Internetu w sprzedaży leków jest jeszcze nowinką, ale w USA, gdzie handel lekami jest dużo bardziej zliberalizowany niż w Europie, za pośrednictwem sieci sprzedaje się już 10 proc. leków na receptę. Jednak ustawodawstwo większości krajów europejskich jest pod tym względem dość restrykcyjne i nie zezwala na wysyłkową sprzedaż leków w detalu. Podobne ustawodawstwo jest w Polsce i rynek może się rozwijać tylko w płaszczyźnie hurtownia – apteka[1].


[1] Samcik M., „Z sieci do apteki?”, Gazeta Wyborcza, 14 września 2000 r., s. 24.

Przyszłość sektora farmaceutycznego

5/5 - (1 głosów)

Koncerny farmaceutyczne coraz więcej wydają na badania nowych specyfików. W bieżącym roku będzie to ponad 35 mld dol. Większość ze specyfików, na których rozwój wydano miliardy dolarów, nigdy najprawdopodobniej nie zostanie wprowadzone na rynek.

„Jeszcze nigdy tak duże pieniądze na badania i rozwój nie były wydane z tak znikomym skutkiem” – uważa Thomas Longren, szef EMEA – europejskiej komisji, która dopuszcza leki do obrotu w UE. Zdaniem Longrena mniejsza liczba nowych leków na rynku to nie efekt surowych ocen komisji, ale konsolidacji w sektorze. Połączone firmy wypuszczają na rynek mniej leków niż przed fuzjami (takimi jak np. powstanie GlaxoSmithKline z GlaxoWellcome i SmithKline Beecham).

Jednak, aby firmy farmaceutyczne utrzymały dwucyfrowy wzrost przychodów, muszą wprowadzać na rynek, co najmniej trzy nowe leki[1].

W 2001 roku amerykański przemysł farmaceutyczny wydał łącznie 30 mld dol. na badania, ponadtrzykrotnie więcej niż w 1991 roku, a mimo to wprowadził na rynek tylko 24 nowe leki, o połowę mniej niż w 1996 roku. Jedną z przyczyn jest również to, że na rynku znajduje się wiele doskonałych leków. Dla pacjenta cierpiącego na przykład na nadciśnienie lekarz może wybierać z całego arsenału środków, które atakują chorobę na różne sposoby, wiele z nich dostępnych jest też w tańszej odtwórczej wersji. Oznacza to, że aby zdobyć rynek, nowy lek musiałby być naprawdę rewolucyjny, zwłaszcza, że ceny nowych leków są wysokie.

Dobrym tego przykładem może być firma Pfizer. W 2000 roku dokonała przejęcia firmy Warner-Lambert. Aby utrzymać dwucyfrowy wzrost obrotów, musiałaby wprowadzać na rynek, co najmniej dwa albo trzy nowe bestsellery rocznie. Tymczasem Pfizer, mimo wydatków na badania rzędu 5,3 mld dol., od czasu Viagry w 1998 roku nie wprowadził, żadnego rewolucyjnego leku[2].

Tak więc przemysł farmaceutyczny znalazł się w połowie drogi pomiędzy dawnym sposobem poszukiwania nowych leków, którego możliwości zostały praktycznie wyczerpane, a nowym, który jeszcze nie przynosi owoców. Dotychczas poszukiwania nowych specyfików koncentrowały się na badaniach na enzymach, które służą jako katalizatory większości procesów w organizmie. Coraz więcej badaczy jednak jest zdania, że wiele najważniejszych enzymów ludzkiego organizmu zostało już całkowicie wyeksploatowanych.

W dłuższej perspektywie koncerny szukają więc możliwości w terapii genowej. Spodziewają się, że genetyczne przyczyny większości chorób zostaną odkryte, a wiedza ta posłuży do opracowania nowych metod terapii.


[1] mkuz, „Kiepski rok producentów leków”, Gazeta Wyborcza, 31 grudnia 2002 – 1 stycznia 2003, s. 23.

[2] Gardiner H., „Światowy przemysł farmaceutyczny w tarapatach”, The Wall Street Journal Europe, 22 kwietnia 2002, s. 34,